Moja kreska na facebuku
Entree
Nawet nie musiałem się przyzwyczajać. Był zawsze. Przewijał się, przeplatał i wnikał. Ani istotny ani obojętny. Wszechobecny nikt o ciele uszytym z dziesiątek głów o znajomych twarzach. Portal społeczności, z którą absolutnie nic mnie nie łączy.A jednak wchodzę świadomie w jego szeregi i postępuję według jej dekalogu- Lajkuj, Dziel się, Publikuj.
Jeżeli ktoś owładnięty manią prześladowczą, ze strachem jaskiniowca obserwującego błyskawicę, odnosi się do tego tworu, to (żeby było jasne) nie zmuszam, nie namawiam, nie zachęcam. Jednego głupka mniej.
To tekst o Fejsie.
Salony
Wyobraź sobie nacisk ogromnej wirtualnej maszyny śledzącej każdy twój ruch w sieci. Facebook sprawia wrażenie wszechobecnego rentgena. Powoduje, że czujesz się nagi na scenie. W świetle punktowego reflektora, stajesz naprzeciwko setek wpatrzonych w ciebie oczu, a każda nieodpowiedzialna publikacja może zaowocować zwolnieniem z pracy, okradzeniem mieszkania, rozwodem...eeeeee...nie.
Sory. Dla wszystkich perwersów i podglądaczy, którym stanął przy takiej wizji, mam wieści złe - nie ma ekshibicjonizmu na fejsie. To nie konfesjonał ani grupa wsparcia dla patologicznie samotnych ani też szalona prywatka. Tutaj rządzi poza domorosłej modelki, robiącej sobie fotkę w kiblu. Grzywka, dzióbek i sedes.
To bardziej imieniny u cioci, gdzie obowiązuje nieformalny, ale jednak schludny wygląd i maniery. Można czasem rzucić sprośny dowcip, ale pokazywać intymnych części ciała w szalonym tańcu, będąc owinięty w firankę, raczej nie wypada. A szkoda...
Co do otwartych na oścież drzwi prywatnych zakamarków i intymnych pokoików, to standard wygląda tak:
„Zapraszam na salony mojego dnia codziennego. To mój obiad, tutaj siedzi kot Benek, a tam Mati, Karol i ja, na wrotkach wygłupiamy się. Jestem w stałym związku, chociaż to skomplikowane czasem jest.”
Z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że o człowieku reprezentowanym przez malutki awatar oraz z przypiętych do ściany fotek nie dowiesz się niczego. No chyba że ma dla ciebie znaczenie czy twój przyszły pracownik na wakacjach nosi gacie w paski czy grochy.
Popularność
Chcemy jej, nawet jeżeli staramy się to ukryć i choćbyśmy zaprzeczali na głos. Słodka polewa z czyjeś atencji czyni nas generalnie fajniejszym ciastkiem. Kto nie chce być atrakcyjny, niech pierwszy rzuci we mnie suchą bułką. Nie?.. Nikt?...
Niestety popularność rodem z sieci to wyzywająca, pijana w sztok, hałaśliwa laska,Tańcząc bez biustonosza na środku parkietu, powoduje brudne myśli wśród obojga płci. A Facebuk to jej alfons. Niejedyny zresztą, ale za to najbardziej obrotny.
Jak chcesz się puścić z popularnością, to prędzej czy później spotkasz się z jej sutenerem.
Nawiasem mówiąc i ja, przebieram nóżkami w oczekiwaniu na pochwałę mojego istnienia na tej planecie i zasłużone owacje na stojąco na cześć moich osiągnięć w dziedzinie bycia.
Like
Like
Like
I nie będę zaprzeczał, że łechtanie mnie podniesionym w górę kciukiem, sprawia mi przyjemność jak cholera, tak że bez krępacji...
My frends
Chcesz zapewnić sobie sterylny, jak wyjałowiona gaza kontakt ze „znajomymi”? Nastawić się na nadawanie? Wynurzenia innych komentować zdawkowym „mhm ok, fajne...” To trafiłeś. Nawet największy socjopata, ze zdiagnozowaną ciężką agorafobią, może poczuć się częścią wirtualnej społeczności i bez skrepowania wciskać mi do mózgu jakiś przedruk z demotów czy innej dzidy.
Więc skoro tak sceptycznie do tego tworu podchodzę, to dlaczego kilka razy dziennie odwiedzam tego niewdzięcznego pożeracza mojego cennego czasu? Bo cholerne nazwiska moich znajomych przed kolejnym zdjęciem jakiegoś kota, dają mi poczucie, że te najbardziej absurdalne treści w jakiś sposób mnie dotyczą.
Jeżeli chodzi o znajomych to Fejs czasem spełnia inną rolę. To takie połączenie wiejskiej swatki z detektywem Rutkowskim. Pozwala obwąchać przyszłą ofiarę zalotów pod kontem zgodności i kompatybilności. Pozytywny wynik owocuje czasem zmianami statusów do olajkowania. To akurat plus. Przynajmniej nie przyprowadzisz sobie na chatę transwestyty, bo po pijaku w lokalu nie skojarzyłeś, że poderwałeś ją przy pisuarze.
End
Chcesz czy nie, fejs istnieje naprawdę. Tak jak z pogodą, trzeba się z tym pogodzić albo zamknąć się w piwnicy i czekać aż temat ucichnie i pojawi się inne dziadostwo. Tymczasem lajkuj, dziel się , publikuj- lub giń.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz